Krytyka, na co dzień
Z krytyką mamy do czynienia codziennie. Nieważne jak jest destrukcyjna, pytanie, jaka jest nasza reakcja. Jeśli nie możemy pogodzić się z krytyką, to wątpimy w to, co robimy. Nasza reakcja przypomina strusia, który chowa głowę w piasek.
W takiej sytuacji bierzemy kolejny poradnik motywacyjny, ładujemy swoje pozytywne nastawienie. Wpadamy na kolejny genialny pomysł. Przystępujemy do działania. Czujemy się wspaniale, nasze działanie rozszerza się. Przekracza granice obszaru, w którym czujemy się dobrze. Pierwsza krytyka z nieznanego obszaru, mamy piasek, książkę, ładowanie, kolejny pomysł, działanie, nowy obszar i znowu krytyka.
Tak wytrzymujemy kilka lat. W końcu mówimy do siebie, życie nie ma sensu. Udajemy, że cieszy nas to, co mamy. W duchu czujemy jak nasze marzenia odchodzą w zapomnienie.
Trwa to tak długo, aż przytrafi nam się zdarzenie, które wstrząśnie naszym życiem. Wówczas zmieniamy swój system wartości. Patrzymy na wszystko z innej perspektywy. To, co kiedyś nam szło w pięty obecnie spływa po nas jak woda po kaczce.
Obszar naszej pewności, jest naszą wyrocznią. Decyduje o naszym „być”. Jeśli obszar naszych działań jest mały, to jesteśmy przejęci każdą krytyką. Gdy zwiększa się obszar naszej pewności, potrafimy rozróżnić krytyką destrukcyjną od konstrukcyjnej. Krytyka destrukcyjna związana jest z naszą osobą. Krytyka konstruktywna związana jest z naszym działaniem. Nasz rozwój pozwala nam odpowiednio traktować krytykę. Wiemy, że nie istnieje nic takiego na świecie, co by spodobało się wszystkim ludziom.
Bertold Brecht:
„Bezczelnością nieudolnych jest żądanie, by krytyka ograniczała się do sprawozdawczości. Nie uleczy się kaszlącego kneblując mu usta.”

