kiedy biegnę

lokomotywa

Wczoraj usiadłem do komputera i zacząłem pisać. Miałem duże problemy z wykonaniem tak prostej czynności jak pisanie. Zamiast nacisnąć klawisz „w” to naciskałem klawisz „s”, podobnie było z innymi literami na klawiaturze. Zamiast słowa wigilia napisałem „sigikia”. Problemem były trzęsące się palce. O innych częściach ciała lepiej nie wspominać.

Pomyślałem będzie łatwiej jeśli wezmę długopis. Szukam długopisu. W erze komputerów i smartfonów to nie lada wyczyn. Po kilku minutach mam długopis. Otwieram notatnik i staram się zapisać. Myliłem się, z pisaniem na kartce mam jeszcze większe problemy niż z pisaniem w komputerze. Jakimś cudem notuję najważniejsze słowa: wigilia -> Rysio -> brat, piątek -> Rysio, stadion -> bieg, lokomotywa, bułgarski ciężarowiec.

Kiedy spojrzałem na swoje nogi widziałem podwójnie. Dziwne, bardzo dziwne. Jeśli, ktoś by mnie nie znał i spojrzał na mnie z jakiekolwiek perspektywy to by zobaczył: trzęsące ręce, trzęsące nogi, dziwny wyraz twarzy. Jeden wniosek:h facet ma delirium.

Dziś siadam do pisania jest wszystko w porządku, choć nie do końca. Wczoraj trzęsłu mi się ręce, dziś mam zakwasy. Zaczynam od słowa:

Wigilia.
Nawet nie wiem jak rozmowa się potoczyła. W każdym razie Rysio powiedział:
– Tydzień temu tata miał ze mną biegać, obiecał a nie dotrzymał słowa.
– Tydzień temu byłem chory, mówiłem już, jak wyzdrowieję to będziemy razem biegać. – Poprzedni weekend spędziłem pod kocem miałem 38 stopni gorączki. Zaczniemy biegać w piątek po świętach .
– W który piątek? – zadał pytanie brat.
– W ten po świętach. odpowiadam.
– W tym roku? – ponownie spytał brat.
– Tak w piątek 27.12.2013 będę biegać Rysiem.

Piątek.
Dwie godziny po obiedzie przebrałem się w siwe spodnie dresowe, założyłem czerwoną wiatrówkę na granatową podkoszulkę i niebieską czapkę.
– Mamo zobacz jak tata dziwnie wygląda, nie idę biegać. Tata zrobi mi siarę.
Zmieniłem czapkę na czarną
– Tak może być? – pytam syna.
– Może – odpowiada syn, jednak do końca nie jest zadowolony.
I wychodzę z domu robić siarę.

Bieg.
Biegniemy na stadion. Jest to dystans około 800 metrów, po 200 metrach łapię powietrze tak jak ryba wyciągnięta z wody. Kiedy ostatni raz biegałem. Trzy tygodnie temu grałem w piłkę. Podczas gry w piłkę nożną mam zrywy góra 20 metrów, dostojny powrót na własną połowę, który zajmuje około minuty.

Bieg to zupełnie inna bajka.
– Tato ile dziś przebiegniesz?
– Dziesięć okrążeń – później będę wiedział, że 10 okrążeń będzie kosztować mnie dużo wysiłku, bardzo dużo.

Stadion.
Zmniejszyłem tempo i człapię w kierunki stadionu. Ostatnie 100 metrów na stadion to spacerek w moim wykonaniu. Jestem na bieżni. Wyciągam komórkę z kieszeni. Jest godzina 15:39. Start, zaczynam biec, powoli, ociężale, krok za krokiem.

Rysio:
– Tata, ciekawe czy wytrzymasz?
Nie mam siły odpowiadać tylko kiwam głową. Po pierwszym okrążeniu pluję sobie w brodę, pięć okrążeń zupełnie by wystarczyło, a ja powiedział dziesięć okrążeń. Nieprzemyślana deklaracja. Po „przebiegnięciu” kolejnych 100 metrów dochodzę do wniosku: trzy okrążenia by było w sam raz. Po kolejnych kilku metrach kolejny wniosek: nie mam sił.

Biegnę coraz wolniej. Nie wiem do jakiej kategorii zakwalifikować mój bieg.

Lokomotywa.
Po przebiegnięciu 350 metrów w trzecim okrążeniu. Nie mam siły by biec dalej. Dziesięć okrążeń – obiecałem. Nie przemyślałem. Idę ostatnie 50 metrów. Próbuję głęboko oddychać. Zamiast głębokiego oddychania słychać tylko sapanie. Ściągam czapkę może to coś pomoże. Nie pomaga, włosy takie jakbym się wykąpał pod prysznicem. Przypomniana mi się Lokomotywa Juliana Tuwima.

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa –
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,

Julian Tuwim wzorował „Lokomotywę” kiedy obserwował osoby zaczynające biegać lub może sam zaczął biegać pod dłuższej przerwie tak jak ja teraz.

Bułgarski ciężarowiec.
Okrężnie czwarte, piąte, szóste i siódme wygląda podobnie jak okrążenie trzecie. Przebiegam 350 metrów ostatnie 50 metrów okrążenia pokonuję dostojnym chodem. Trzeba trzymać fason. Coraz więcej osób biega.

Kiedy patrzę na Rysia, który biegnie daleko przede mną, który bez problemu dogania mnie co trzecie okrężnie, widzę jak dużo pracy mnie czeka, by przebiec 3 kilometry bez dochodzenia.

Ostatnie trzy okrążenia postanowiłem przebiec bez odpoczynków.

Pięści zaciśnięte biegnę z silnym postanowieniem. Przebiegłem ósme okrążenie, przebiegłem dziewiąte okrężnie. Biegnę dziesiąte okrężnie, widzę jak Rysio czeka na mnie na końcu okrążenia. Kończę dziesiąte okrążenie. Biegnę dalej.

Przypomniałem sobie historię bułgarskiego ciężarowca. Mimo bólu, mimo podwójnego widzenia własnych nóg, mimo kolki kończę jedenaste okrążenie. Biegnę w kierunku Rysia, w zasadzie człapie. Mam nową kategorię biegów. Zatrzymałem się. Znowu próbuję złapać oddech. Wyciągam komórkę z kieszeni, jest godzina 16:09.

-Tato dlaczego przebiegłeś jedenaście okrążeń, mówiłeś przecież o dziesięciu okrążeniach.
-Przypomniałem sobie to co kiedyś powiedział bułgarski ciężarowiec, mistrz świata. – Po kilku sekundach kontynuuję. – Nie pamiętam nazwiska. Dziennikarz zadał pytanie: „Jeżeli pan trenuje i 10 razy podnosi jakiś ciężar, to która z prób jest dla pana najważniejsza”. Ciężarowiec odpowiada jedenasta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *