Na co czekasz?

baseball

W książce „Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie” w drugim rozdziale autor, Frank Bettger, opisuje prawoskrzydłowego, z którym grał w jednej drużynie.

Kiedy grałem w Cardinals mieliśmy prawoskrzydłowego nazwiskiem Steve Evans. Steve był dużym, silnym facetem obsadzonym na linii z Babe’em Ruthem. Uderzał piłkę prawie tak mocno jak Babe. Ale Steve miał zły zwyczaj. Odczekiwał. Zwykle dopiero przy trzeciej piłce zrywał się do biegu. Pamiętam jeden ważny mecz rozgrywany w St. Louis. Właśnie była kolej Steve’a na odbicie piłki. Dwóch zawodników stało na aucie przy pełnych bazach. Każde, najgorsze nawet uderzenie pozwoliłoby wygrać. Steve wybrał swój ulubiony kij i stanął do gry.
– No, Steve, bierz pierwszą piłkę — krzyczeliśmy.
Ale już z pozycji, jaką przyjął na polu, widać było, że pierwszą piłkę zamierza przepuścić. I rzeczywiście. Piłka przeleciała przez pole, a Steve nawet nie zdjął kija z ramienia.
– Pierwszy rzut — wrzeszczał sędzia.
– No, Steve! Goń przy następnej piłce — dopingowaliśmy razem z publicznością.

Steve wbił kolce swoich butów głęboko w ziemię, żeby lepiej wystartować. I znów mocna piłka przez środek pola, i znów Steve ani drgnął.
– Drugi rzut — krzyknął sędzia.
– Evans! — rozległ się przeraźliwy głos szefa naszego klubu, Rogera Bersnahana, zza linii trzeciej bazy. – Na co do cholery czekasz?
-A myślisz, że na co? Na pierwszego i piętnastego — odkrzyknął zdegustowany Evans. Pierwszego i piętnastego płacili nam pensję.

U kolegi w pracy na ścianie jest biała tablica. Na tablicy schemat sieci komputerowej wraz z nazwami i adresami serwerów. Całość w kolorach zielono-niebieskich.

Obok schematu czerwonym kolorem, dużą czcionką, napisałem „Na co czekasz?”. Z nudów pogrubiłem napis. Kiedy kończyłem zabawę, wszedł kolega i przeczytał napis:
– Na co czekasz – po krótkiej chwili dodał – Ja czekam na dziesiątego. – usiadł do komputera i zaczął szukać informacji na stronach internetowych.

Kiedy to powiedział przypomniał mi się opis gracza z książki Franka Bettgera. Zastanawiałem się, czy tylko, ten jeden kolega, jest taki jak gracz w historii Franka Bettgera.

Okazało się że nie. Jak to bywa informatycy, bynajmniej u kolegi w pracy, są odwiedzani przez pracowników z innych działów. Większość z nich, na pytanie „Na co czekasz”? odpowiedziała, że na dziesiątego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *